23:11

Miesiąc Bez Komputera, Dzień 22. BATERIA


BATERIA

Bateria to, zaraz po fizycznej klawiaturze, największa ofiara postępu urządzeń mobilnych. O ile jednak do klawiatury ekranowej można przywyknąć, jeśli tylko jest dobrze zaprojektowana, lub po prostu dokupić sobie dodatkowy sprzęt w przypadku tabletów, o tyle wydłużenie czasu działania baterii już takie proste nie jest.


Można oczywiście stosować różne dziwne rozwiązania, jak chociażby smartfon z elektronicznym papierem (takim jak w Kindle), zamiast tradycyjnego wyświetlacza. Mnie jednak takie półśrodki nie satysfakcjonują. W ogóle to jakaś dziwna sytuacja. Z jednej strony tworzy się nowoczesne wyświetlacze, zwiększając bez opamiętania ich rozdzielczość, gęstość pikseli i poprawiając odwzorowanie kolorów. Z drugiej strony proponuje się, by z tego wszystkiego zrezygnować. Nie ma bowiem, i jeszcze długo nie będzie kolorowego e-papieru, który będzie mógł konkurować jak równy z równym z aktualnymi rozwiązaniami. Nie mówiąc już o tych, które będą, gdy w końcu pojawi się kolorowy e-papier z prawdziwego zdarzenia.


Kolejnym rozwiązaniem są baterie słoneczne. Oczywiście nie jako główne źródło mocy, lecz jako sposób na ładowanie 'w drodze'. Opcja jest oczywiście sensowna tylko w słoneczne dni, więc jej atrakcyjność jest ograniczona czasowo. Mimo wszystko, oferta toreb i plecaków z zamontowanymi na nich bateriami słonecznymi jest bogata. I kierowana jest do takich samych ludzi, jak ta oferta - do bogatych. Ceny bowiem najprostszej i najmniejszej torby-ładowarki, zaczynają się od 70, a kończą w granicach 400 €...
Można też ubrać w baterie słoneczne sam telefon. To z kolei wydatek rzędu 40 - 70 €. Tylko jakoś nie wyobrażam sobie kiedy miałbym ładować telefon. Bo ileż to razy trzyma się telefon na słońcu, i to dołem do góry, bo bateria znajduje się na spodzie? Chyba tylko podczas leżenia na plaży lub w parku.
Nie widzę wśród tych rozwiązań opcji dla siebie. Póki więc inżynierowie nie wpadną na to, jak zwiększyć pojemność baterii, względnie jak zmniejszyć zapotrzebowanie na energię pozostałych podzespołów, pozostanę przy noszeniu wszędzie ze sobą ładowarki. Choć nie pamiętam, bym musiał ją kiedykolwiek użyć poza domem. Przynajmniej od czasu, gdy mam ze sobą dwa sprzęty. Odkąd bowiem do telefonu dołączył tablet, jeszcze mi się nie zdarzyło wrócić do domu z rozładowanym którymkolwiek z tych urządzeń.

Może więc to jest właściwe remedium? Używać kilku sprzętów naprzemiennie tak, by zużycie energii uległo rozproszeniu? Im więcej urządzeń, tym mniejsze ryzyko, że którekolwiek z nich zdąży się rozładować, zanim podepniemy go do źródła zasilania.
Czyż to nie genialne?

4 komentarze:

Krzysztof Kupiński pisze...

Toż to praktyczne, bo ideałem byłoby mieć w użyciu jeden sprzęt z porządną baterią. Ale póki co trzeba zdać się na półśrodki.

Baba ze wsi pisze...

Jeśli mam do wyboru kupić telefon z dużą ilością gadżetów i telefon, w którym bateria trzyma dwa tygodnie - wybieram ten drugi :) Nawet za cenę dostępu do internetu :D

Skoro i tak nosisz sprzęty, na których można robić niemal to samo... po co się martwić, że się wszystkie rozładują i dbać o naprzemienność? Może też ograniczyć ich funkcjonalność i prądożerność? Każde do czego innego i już :)

Martin Zalewski pisze...

To byłoby z pewnością najlepsze rozwiązanie. Czasem jednak dwa sprzęty też się przydają. Można wtedy np. oglądać film na tablecie, a na smartfonie przeglądać internet, bez konieczności przerywania projekcji. :)

Martin Zalewski pisze...

O naprzemienność dbać nie trzeba. To wychodzi samoistnie.
Te sprzęty tylko pozornie różnią się jedynie wielkością. Z iPada jednak nigdzie nie zadzwonię. Głupio by mi też było słuchać z niego muzyki w podróży przez słuchawki. A robienie za jego pomocą zdjęć to już szopka. Nie wszystkie też programy są dostępne na oba urządzenia. Przynajmniej nie w dedykowanej wersji.

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 MARTIN ZALEWSKI