11:25

Nie chcę bo głupie, ale kupię bo super!

Znacie to uczucie, gdy ktoś kupuje sobie coś, czego wy nie macie, i od razu też chcecie to mieć, ale lepsze? Więc sobie to kupujecie, choć wcale nie potrzebujecie? Ale on ma, to ja też chcę. Przecież nie będę gorszy! Znacie to? Ja też nie.


A podobno jest to jedna z bardziej charakterystycznych cech Polaków. Nigdy jednak w Polsce nie dane mi było czegoś takiego doświadczyć. Za to w Niemczech – już wielokrotnie.

Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że nie zawsze jest to zjawisko negatywne, wynikające z zawiści. Czasem po prostu ktoś czuje się zachęcony do zakupu, bo mu się najzwyczajniej w świecie spodobało to, co my sobie sprawiliśmy.

Tak było na przykład z moją (byłą już) szefową. Gdy przyszedłem do pracy z nowym telefonem, tydzień później ona miała nowy telefon. Gdy przyszedłem do pracy z tabletem, następnego dnia zamówiła w internecie tablet dla siebie.

Z czytnikiem e-booków trwało to trochę dłużej, bo ponad rok minął, zanim kupiła taki sprzęt dla siebie. Wcześniej bowiem deklarowała uparcie, że „woli papier”. Za to, gdy przyszedłem do pracy z nowym modelem czytnika, jeszcze tego samego dnia zamówiła sobie taki sam! I to pomimo faktu, że swój pierwszy czytnik miała dopiero od miesiąca...

W jej przypadku nie było raczej mowy o zazdrości czy zawiści. No, może trochę. Może w jakimś tam stopniu motywacją do zakupów tych wszystkich sprzętów był fakt, że skoro jej podwładny może sobie na nie wszystkie pozwolić, to tym bardziej ona może.

Najprawdopodobniej jednak byłem dla niej zwyczajnie (uwaga, dziwne słowo!) influencerem. Byłem tym, który pokazał jej nowe technologie i jakie korzyści można z nich mieć, więc sama zapragnęła tych korzyści dla siebie. Za taką teorią przemawia choćby fakt, że sprzęty dla niej wybieraliśmy razem. Często pytała mnie o radę i prosiła o pomoc w wyborze konkretnego modelu.

Co innego mój obecny przełożony. Ten ma zupełnie inną strategię. Najpierw neguje sens zakupu danej rzeczy, by pózniej i tak ją kupić. Zachwalając przy tym przez pół dnia, jak wspaniała i niezbędna jest to rzecz.

Nosimy wraz z szefem do pracy nasze prywatne komputery. On MS Surface Pro 4, ja MacBook Pro. Są to więc sprzęty dość wartościowe, za to niekoniecznie odporne na warunki, jakie panują na naszych stanowiskach pracy. Zarówno pod względem czystości, jak i ich bezpieczeństwa.

Postanowiłem więc zadbać o mój komputer, zakupując dla niego odpowiednią ochronę. Gdy mój szef się innym dowiedział, od razu zaczął opowiadać, jak bardzo on czegoś takiego nie potrzebuje. Jak bardzo to jest zbędne i w ogóle bez sensu.

Za to następnego dnia poinformował mnie, że zamówił sobie okładkę na swój komputer. Zaczynając przy tym litanię jej zalet i korzyści jakie daje. Przez kilka godzin nie dawał mi spokoju, opowiadając, jakie to super. Nawet lepsze od tego, co ja zamówiłem.

A teraz siedzi i co pięć minut sprawdza status przesyłki. Tak bardzo nie może doczekać się czegoś, co jeszcze kilkanaście godzin temu było czymś niepotrzebnym, bez sensu i w ogóle głupim.

4 komentarze:

Qpinski pisze...

A nie lepiej mówić o Tobie (o mnie zresztą też) gadżeciarz, zamiast... influencer?:-)

Martin Zalewski pisze...

Qpinski --> Ale gadżety to raczej coś niepotrzebnego. A ja kupuję same niezbędne rzeczy. ;)

bagienny pisze...

Wydaje mi się, że każdy tak ma. Neguje a potem sprawdza i się sam przekonuję. Przynajmniej ja tak mam. Tyle, że się nauczyłem, że swój sceptycyzm przemilczam. Siadam i sprawdzam, a nóż widelec taki łosiu jak Ty ma rację... Ale mnie to lata i dzielę się swoimi wcześniejszymi wątpliwościami.

Martin Zalewski pisze...

No to jak? Dzielisz się swoimi przemyśleniami czy je przemilczasz? Bo się pogubiłem. 😉

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 MARTIN ZALEWSKI