20:21

Before…


Szukasz komedii romantycznej, pełnej czułych słówek, rozgrywającej się pomiędzy parą idealnych ludzi z idealnego świata, gdzie wszystko jest łatwe, przyjemne i oczywiste? To trzymaj się z daleka od Trylogii Before. Richard Linklater stworzył bowiem dzieła niecukierkowe, nieprzekoloryzowane, dzięki czemu niezwykle prawdziwe. Czasem radosne, czasem dramatyczne. Za to zawsze wciągające i piękne. Tak rzeczywiste, że człowiek oglądając je - sam przeżywa wszystko wewnętrznie.

Przed wschodem słońca (Before Sunrise) - tu wszystko się zaczyna. Młody Amerykanin Jesse i równie młoda Franzuska Celine, siedzą w pociągu i czytają książki. Pewne okoliczności sprawiają, że nawiązują ze sobą kontakt. Rozmowa, która się między nimi wtedy zaczyna, nie skończy się aż do końca filmu. Bo choć zmierzają do różnych celów, postanawiają wysiąść razem w Wiedniu, by wspólnie spędzić tam kilkanaście godzin, a nad ranem - przed wschodem słońca - powrócić na szlak swej podróży.

Rozmowa między bohaterami (i to co się między nimi dzieje)  jest kwintesencją tego filmu. To typowy film "gadany". Nie ma tu wielkiej akcji, nie ma spektakularnych efektów wizualnych czy dźwiękowych. Jest za to treść. Treść, która aż wylewa się z ekranu, a widz się w niej zatapia.

Uczucia jakich doświadcza człowiek podczas oglądania tego filmu, są czymś nieopisanym. Tak jak nieopisanym jest to, co buduje się między dwójką pochłoniętych rozmową młodych ludzi. A oni "tylko" rozmawiają. Mimo to człowiek z zaciekawieniem ich słucha. Czasami ma się wręcz wrażenie, że po prostu podsłuchuje. I to niekomfortowe uczucie siedzi mu gdzieś z tyłu głowy, a mimo to nadal przygląda się tej dwójce na ekranie.

Stwierdzenie "przygląda się" jest tu chyba najbardziej adekwatne. Po pierwszym obejrzeniu tego filmu, nie potrafiłem przypomnieć sobie o czym oni w ogóle rozmawiali! Przecież nic innego nie robili, a ja ciągle byłem skupiony na tym, co się dzieje! Jak to więc możliwe, że nie pamiętałem niczego z rozmowy, której przysłuchiwałem się przez ponad 1,5 godziny?

Odpowiedź jest tylko jedna - widz cały czas obserwuje co robią Celine i Jesse. To co mówią, w pewnym nieuchwytnym momencie, staje się swoistym tłem do tego, co się dzieje między bohaterami. Jak zmieniają nastawienie do siebie, jak zmniejszają dystans do siebie, jak inaczej zaczynają na siebie patrzeć, jak przełamują wzajemnie swoje strefy komfortu i nietykalności osobistej.

Ogromna w tym zasługa aktorów: Julie Delphy i Ethana Hawke. Widać wielkie zaangażowanie tych ludzi w swoje role. Odnosi się wręcz wrażenie, że to nie jest gra aktorska, tylko jakiś kamerzysta postanowił uwiecznić na taśmie filmowej autentyczną rozmowę dwojga ludzi. Stąd zapewne to poczucie, że się tę parę podgląda.

Napięcie które się odczuwa w trakcie seansu wynika z tego, Celine i Jesse po kilkunastu spędzonych wspólnie godzinach, będą musieli się rozstać. Tymczasem wyraźnie widać, i czuć z każdą chwilą coraz bardziej, że to rozstanie będzie przeżyciem bolesnym. A im więcej czasu mija, tym bardziej człowiek sobie to uświadamia, i tym bardziej nie chce, by oglądana noc dobiegła końca.

Słońce jednak w końcu wschodzi, i nasza para musi się rozstać. Każde z nich wraca na trasę swej podróży do celu, do którego zmierzał przed rozpoczęciem rozmowy w pociągu. Czy jeszcze kiedyś się zobaczą? Czy to co między nimi powstało jest czymś trwałym, czy może tylko chwilowym zapomnieniem? Jedną z tysiąca nocy w życiu, czy początkiem czegoś nowego?

Richard Linklater oszczędził widzom jednoznacznej odpowiedzi. I chwała mu za to! Reżyser wykazał się klasą nie tylko poprzez otwarte zakończenie. To co zrobił na sam koniec filmu sprawiło, że stałem przed telewizorem z rozwartą szeroko gębą, jeszcze długo po tym, jak przez ekran przewinęły się napisy końcowe. Klasa!

Kolejny raz klasą wykazał się Linklater po dziewięciu latach od premiery Przed wschodem słońca, kiedy to ukazała się kontynuacja losów dwójki bohaterów - Przed zachodem słońca, oraz po kolejnych dziewięciu latach, przy okazji części trzeciej - Przed północą.

O co chodzi? A no o to, że nie tylko zaangażował do tych produkcji tych samych aktorów, ale też dał im wiele swobody w kierowaniu swoimi bohaterami i tworzeniu ich losów! Scenariusz tych filmów to efekt mailowej korespondencji pomiędzy trójką: Linklater-Delphy-Hawke. To widać i czuć na ekranie! Widać jak zespoleni ze swoimi postaciami są aktorzy. Człowiek odnosi wrażenie, że Celine to Julie, a Jesse to Ethan. Oni tworzą po prostu jedno.

Nie będę streszczał tego co dzieje się w drugiej i trzeciej części. Powiem tylko, że również są to filmy "gadane", a ładunek emocjonalny w nich zawarty, jest równie wielki jak w części pierwszej. Przy czym nie zawsze są to te same emocje, co w pierwszym obrazie. Bo i w relacjach międzyludzkich emocje i uczucia pojawiają się różne. A filmy te są właściwie niczym innym, jak zapisem tego, jak powstaje, rozwija się więź pomiędzy ludźmi, i jakie czyhają na nich niebezpieczeństwa w drodze do pięknego i trwałego związku.

Oglądamy więc sceny radosne i przyjemne, ale też smutne i straszne. Jak w życiu, które jest przecież zupełnie inne, niż to prezentowane nam w większości komedii romantycznych. Może dlatego Trylogia Before jest tak piękna i wyjątkowa? Bo jest to historia w pewien sposób prawdziwa? Bo widz dostrzega autentyczność w tym, co dzieje się na ekranie, zamiast fałszywej cukierkowatości? I może właśnie dlatego potrafi przeżywać wraz z Celine i Jessem to, co się między nimi dzieje?

Może. Ale jedno wiem na pewno. Przed wschodem słońcaPrzed zachodem słońca oraz Przed północą - to wg mnie dzieła wybitne. Jedne z tych, które odwdzięczają się stokrotnie za uwagę im poświęconą. To nie są filmy, które nadają się do oglądania 'z marszu', czy też 'przy okazji' robienia czegoś innego.

Dlatego też, jeśli zdecydujecie się sprawdzić osobiście, co też takiego mają w sobie Celine i Jesse (do czego szczerze i gorąco zachęcam), bardzo proszę - skupcie się całkowicie właśnie na tym, co będzie się działo na ekranie. Zapewniam, że tylko na tym skorzystacie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 MARTIN ZALEWSKI