20:47

Pułapki języka niemieckiego


- S-Bahn mi uciekł - w ten sposób próbowałem kiedyś wyjaśnić swe zbyt późne stawienie się do pracy. Szefowa jednak, zamiast dać mi reprymendę, zaczęła się śmiać. Ba, każdy współpracownik miał ubaw przez pół dnia. A wszystko dlatego, że polski związek frazeologiczny przełożyłem w sposób dosłowny na język niemiecki.

Niemcy to naród bardzo konkretny. Również w języku. Jeśli więc spóźnisz się na przykład na pociąg, to nie będziesz miał możliwości zrzucenia na niego odpowiedzialności. Bo skoro on przyjechał punktualnie, i tak też odjechał, to jakim prawem możesz mówić, że ci uciekł? To ty się spóźniłeś, więc się do tego przyznaj!

Człowiek bardzo szybko uczy się tego, że tłumaczenie "słowo w słowo", to nie jest najlepszy pomysł. A przynajmniej nie zawsze. Są jednak w języku niemieckim pułapki, które nawet po latach styczności z tym językiem, bywają bardzo niebezpieczne.

Zostałem niedawno zapytany czy w ciągu tych moich lat pobytu w Niemczech, spotkałem się już może z określeniem Be­schüt­zer­in­s­tinkt. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że sobie takiej sytuacji nie przypominam. Poprosiłem więc o przetłumaczenie. Zacząłem się jednocześnie sam zastanawiać, co też to słowo może oznaczać.

Kto miał choćby najmniejszą styczność z niemieckim ten powinien wiedzieć, że w tym języku bardzo wiele nowych słów to połączenie dwóch albo i więcej innych. Idąc tym tropem, podzieliłem to felerne słowo w taki oto sposób: 

Be­schüt­zer­in­s­tinkt = Be­schüt­zer­in ­+ s­tinkt

Wyszło mi więc jasno i wyraźnie, że Be­schüt­zer­in­s­tinkt to nic innego jak śmierdząca protektorka. Nie wiedziałem ani od której strony to ugryźć, do czego przypiąć, ani nawet dlaczego miałbym się kiedykolwiek z tym stwierdzeniem spotkać.

Na domiar złego, wyjaśnienie które dostałem od swojej rozmówczyni (którą bardzo serdecznie pozdrawiam!), jeszcze bardziej komplikowało sprawę. No bo jak połączyć śmierdzącą protektorkę z potrzebą ochrony/opieki nad kimś/czymś, występującą często między matką i dzieckiem? Ok, protektorka by się tu nawet zgadzała. Tylko dlaczego ona śmierdzi!?

Patrząc cały czas na to słowo i próbując rozwikłać jego zagadkę, przez moment spojrzałem na nie nieco inaczej. I wtedy mnie olśniło. Zamiast połączenia słów Beschützerin i stinkt, zobaczyłem zbitkę wyrazów Beschützer oraz instinkt, co daje nam w efekcie bardzo zwyczajny instynkt opiekuńczy. Który na dodatek wcale brzydko nie pachnie…


PS Jeśli jesteś zainteresowany językiem niemieckim w wydaniu bardziej na poważnie, to zapraszam na stronę, którą prowadzi Tomasz Zalewski.
PPS Tak, zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa. ;)

5 komentarzy:

Caddi Yasmin pisze...

Ciekawe jest wnikanie w strukturę innego języka. Widać tam, jak w inny sposób niż my opisuje się świat, ludzi i okoliczności. Z tym uciekającym pociągiem to także przykład różnicy mentalności:-)

Martin Zalewski pisze...

Zgadza się! Tę różnicę mentalności widać też było w opisywanym kiedyś przeze mnie sposobie odpowiadania na czyjeś podziękowania: Nie ma za co. :)

ikroopka pisze...

Wpuszczasz czytelników w maliny; stinkt jest czasownikiem i gdyby to złożenie miało byc poprawne, to ewentualnie jako Stinktbeschützerin:)
Ale - dobry żart, tynfa wart!
Pozdrawiam z Wrocławia;)

Martin Zalewski pisze...

Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że wpuszczam czytelników w maliny. Siebie wpuściłem, a czytelnikom to opisałem. :)

Pozdrawiam z München. ☺️

ikroopka pisze...

:)

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 MARTIN ZALEWSKI