20:50

Oszczędzanie


Mój znajomy jest niezwykle biegły w oszczędzaniu. Jego popisowym numerem w tej dyscyplinie to podbieranie papieru toaletowego pracodawcy. Osiągnął w tym chyba mistrzostwo, skoro dzięki zaoszczędzonym w ten sposób pieniądzom (ok 20 centów na rolkę), mógł pozwolić sobie na wydawanie kilkuset € miesięcznie na zielone środki rozweselające pochodzenia roślinnego.


Nie każdemu jednak dane jest w tak mistrzowskim stopniu opanowanie trudnej sztuki oszczędzania. Nie każdy też ma tyle szczęścia, że zadzwoni do niego pani, która w trosce o jego finanse, zaproponuje mega-hiper-ultra-odlotową ofertę. Ale gdy już zadzwoni, to trzeba korzystać!

To super okazja! - informuje nas pani o miłym głosie i nieznanej aparycji. Może pan zaoszczędzić 50% ceny sklepowej! - zapewnia. A ta pani wie co mówi, i nie daje się zwieść uwagą, że nie zamawiając produktu oszczędność wynosi - uwaga - 100% ceny sklepowej!

Abyśmy w pełni pojęli jak wielka i wspaniała promocja została przygotowana specjalnie dla nas, wszelkie informacje pani powtarza kilka razy. Trzeba tylko uważać, by tej pani nie urazić, gdyż jest ona bardzo wrażliwa. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że jeśli zupełnym przypadkiem przerwiemy połączenie, to pani może się obrazić i już nigdy więcej do nas nie zadzwonić. A przecież nie chcemy ominąć tych cudownych ofert, które ktoś z takim mozołem przygotowuje specjalnie dla nas, prawda?

Nie załamujmy się jednak, jeśli nie mamy tyle szczęścia i nikt do nas nie zadzwoni. Cudownych okazji jest multum. Na wyciągnięcie ręki. Wystarczy wyciągnąć ją w kierunku naszej skrzynki na listy. To prawdziwa skarbnica dobrodziejstw. Dzięki znajdowanym tam informacjom handlowym, dowiadujemy się, że czasem warto kupić trzy produkty, zamiast dwóch, bo ten trzeci i tak jest gratis. I nie należy przejmować się tym, że tak naprawdę potrzebujemy tylko jedną sztukę. Jest okazja, to trzeba korzystać!

Najwięcej jednak ludzie tracą na tym, że z jakichś zupełnie niezrozumiałych powodów, starają się przekonać samych siebie, że jakaś przeceniona rzecz jest im do życia kompletnie niepotrzebna. Cóż za naiwność. Cóż za krótkowzroczność! Tym, którzy takim myślom ulegają, życie i tak szybko pokazuje, jak wielki błąd popełnili. I gdy nagle zajdzie potrzeba posiadania czegoś, na co kiedyś machnęło się ręką, gdy było w promocji, nie pozostanie nic innego, jak głębsze sięgnięcie do portfela.

Tak więc korzystaj z promocji, łap okazje, kupuj na zapas i na potem.
Tylko później nie płacz, że nie jesteś w stanie odłożyć ani grosza na koncie.

4 komentarze:

kawał_mnie pisze...

Mój system wygląda tak: mam - wydaję, nie mam - nie wydaję, potrzebuję - odłożę, nie odłożę znaczy nie mogę potrzebować;-) ...i lista zakupów to podstawa

Martin Zalewski pisze...

Ja przede wszystkim wszelkie oferty reklamowe przeglądam jedynie wtedy, gdy wiem czego w nich szukam. By nie ryzykować stworzenia potrzeby, której bez wiedzy o 'superofercie' w ogóle bym nie miał.

Krzysztof Kupiński pisze...

Nauczyłem się być asertywny wobec "okazji" od momentu, gdy zagraciłem sobie nimi półki w domu. W człowieku jest coś takiego, że lubi gromadzić, gromadzić, a później nie ma pojęcia, co z tym wszystkim zrobić. Wolimy bardziej mieć nić... być. Ot cały nasz dramat.

Martin Zalewski pisze...

Oj tak. Ja się ocknąłem gdy zacząłem sobie uświadamiać, że po prostu nie potrzebuję wielu kupionych rzeczy. A kupowałem, bo w pewnym momencie zmieniły się moje zarobki i, co przyznaję ze wstydem, zachłysnąłem się tym, że nagle na wiele rzeczy mnie stać...
Ale na szczęście już dawno udało mi się to opanować i wrócić do normalności. :)

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 MARTIN ZALEWSKI