22:47

Niemoc


Niemoc twórcza jest dla blogera ogromnym problemem. Pół biedy gdy dotyka ona takiego jak ja - niedzielnego blogera. Czasem coś napiszę, czasem nie, ale zobowiązań żadnych nie mam. Przynajmniej tych finansowych. Nikomu się więc krzywda nie dzieje, gdy przez kilka tygodni nie napiszę żadnego tekstu. Pomijając oczywiście moje wewnętrzne zmagania z samym sobą.


Sama blokada nie jest jeszcze taka straszna. Można sobie z nią bowiem poradzić tak, jak zrobił to Michał Witkowski w swoim felietonie dla POLITYKI, który napisał teks o tym, że nie może napisać tekstu. Sprytne, trochę przebiegłe, ale co najważniejsze - mimo wszystko bardzo treściwe. Czyli można sobie z tym poradzić.

Ponoć wystarczy się zmusić. Praktyka ta od zawsze stosowana jest przecie w szkołach. Tam nikt nie pyta uczniów, czy chcą napisać pracę klasową. Tam uczniowie mają taki obowiązek. Co więcej, zwykle muszą pisać na z góry zadany temat, a nie o tym, co rzeczywiście chcieliby w danym momencie przekazać.

Doświadczenie uczy, że teksty na takie wymuszone tematy potrafią być dużo lepsze i bardziej wartościowe, zarówno pod względem stylistyki, jak i samej treści. Wystarczy więc usiąść wygodnie przed komputerem i po prostu zmusić się do napisana tych kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu zdań, prawda? Otóż nic bardziej mylnego!

Nie brak mi ochoty na napisanie tekstu. Nie brakuje mi nawet tematów. Ba, mam ich pozapisywane więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. Gdy tylko jakiś wpadnie mi do głowy, natychmiast go zapisuję, by nie przepadł gdzieś w rytuałach codzienności. Często zapisuję sobie przy nich luźne myśli i spostrzeżenia. Wszystko po, by późniejsze powstawanie tekstu końcowego było łatwiejsze i przyjemniejsze. A mimo to, jak widać po archiwum tego bloga, tekstów nie przybywa...

Kiedyś teoretycznie takiego problemu nie miałem. Ale tylko teoretycznie. Bo gdy przed założeniem mojego poprzedniego bloga postanowiłem sobie, że będę umieszczał jedną notkę dziennie, tego postanowienia się trzymałem. I wytrwałem w tym nawet kilka lat. Niby super, ale pisanie dla samego pisania, tylko po to, by wywiązać się z własnego zobowiązania, nie miało raczej pozytywnego wpływu na jakość publikowanych treści. Dość powiedzieć, że gdy po latach je przejrzałem, decyzja o definitywnym zamknięciu starego bloga, była jedną z najszybciej przeze mnie podjętych w życiu.

Teraz wszystko jest inaczej. Nie mam ciśnienia na codzienne pisanie. Mam za to ogrom tematów, które chciałbym poruszyć. A mimo to teksty jakoś nie powstają. Najgorsze zaś jest to, że sam nie wiem dlaczego...

Czy to mój pokój umeblowany niezgodnie z zasadami feng shui? Może znajduje się pod nim jakaś żyła wodna? Może to dyskomfort związany z tym, że siedząc przy biurku, siedzę tyłem do wejścia, co nie pozwala mi skupić się na pisaniu? A może mam po prostu zbyt wygórowane wymagania co do własnej twórczości, w efekcie czego wolę nie napisać nic, niż opublikować coś, co niegodne jest publicznej prezentacji?

Naprawdę nie wiem. Nie znam przyczyny stagnacji.
Ale kilka rzeczy posprawdzam, trochę poeksperymentuję, trochę popróbuję. I się zobaczy.
Z pewnością jednak nie zamierzam się poddać!

5 komentarzy:

punktpotrójny pisze...

Spontanicznie trzeba, emocjonalnie. Nic na siłę. A nawet czasem jakieś tyci pierdółki wrzucić, na podtrzymanie formy :)

Martin Zalewski pisze...

Prawdopodobnie to właśnie jest moim problemem, że ja zawsze chcę, by mój tekst to był TEKST. Za bardzo się chyba przy tym spinam. Mam wiec zamiar wyluzować. :)

Nikczemny Złoczyńca Internetu pisze...

Wyluzuj, napisz o czymś przyjemnym (cyckach, cyckach, a może np. o cyckach?), co będzie powodowało uśmiech na twojej faciacie podczas tworzenia. Jestem co prawda zwolennikiem pisania wtedy, gdy wpadnie choćby odrobina weny, ale po części zgadzam się co do pisania z przymusu - wtedy powstają największe działa, chociażby muzyczne. Tylko, że zazwyczaj potrzeba jeszcze do tego rozmaitych środków odużających.

A i jeszcze jedno - to, że coś co napiszesz nie podoba się tobie nie oznacza, że nie okaże się Twoim największym dziełem :) Najlepiej podeślij mi przed opublikowaniem, a ja Ci powiem czy opublikować, czy wydrukować i coś sobie tym podetrzeć.

Martin Zalewski pisze...

To może pójdziemy na kompromis, Złoczyńco?
Ja najpierw opublikuję tekst, a potem Ty mi powiesz czy było warto. ;P

Jeszcze większy pomiot (ale ten sam( pisze...

Chyba nie, bo w sumie wszystko co z serca jest warte opublikowania :)

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 MARTIN ZALEWSKI