22:04

Napiwek niezgody


Pamiętacie dyskusję o napiwkach z Wściekłych Psów, Quentina Tarantino? Kiedyś bardzo utożsamiałem się z poglądem 'Pana Różowego' na temat dodatkowych pieniędzy dla kelnerek i kelnerów. Kilka dni temu przyszło mi brać udział w dyskusji, która gdyby tylko została nagrana i podmieniona za oryginalną scenę w Psach, nikt specjalnej różnicy by nie zauważył. Co ciekawe, grałem w niej rolę Eddie'go Cabota, a nie Różowego.


Już po zapłaceniu za trunki i jadło, jeden z nas pochwalił się, że nie dał napiwku. Bo uważa, że przyjęte 10% to za dużo. Zwróciliśmy uwagę, że przecież te 10% jest umowne i napiwek wcale nie musi tyle wynosić. Ale on nie dawał za wygraną i zaczął nas przekonywać, że kelnerka na tym nie ucierpiała. Co więcej, wziął się za próbę udowodnienia nam, że z napiwków dostaje zdecydowanie za dużo pieniędzy! Wyliczył ile otrzymała od nas i pomnożył to przez szacunkową liczbę klientów.

Jedno trzeba przyznać - szacunkowa wysokość napiwków naprawdę robiła wrażenie. I bardzo możliwa jest wersja kolegi, że stanowią one drugą pensję. Tylko ja się pytam: i co z tego? Kto daje mi prawo do zaglądania do jej portfela? Co mnie w ogóle ma obchodzić ile ona zarabia? Nie chcesz dawać napiwków, to nie dawaj. Twój wybór, nie obowiązek. Ale łapy precz od czyichś zarobków!

17 komentarzy:

ja katya pisze...

Ale jaja, obserwowałam cię i dostawałam powiadomienia o postach a nie było mnie na liście O_o

Uważam, że to co sobie sami wypracowujemy to nasza sprawa i masz rację. Zachłystywanie się tym ile ktoś zarabia, bądź krytykowanie go za to, jest buractwem.

Martin Zalewski pisze...

Witam Cię Katya. :)
Nie do końca rozumiem o co chodzi z tą listą, ale powiadomień w najbliższym czasie możesz spodziewać się wiecej. :)

Krzysztof Kupiński pisze...

Z napiwkami jest tak, że zawsze milej jest dawać niż czekac na resztę i skrzętnie ja chować do portfela. Ale to już każdy sam musi rozstzrygnąć. Twój kolega - skoro jest taki dobry w liczeniu cudzych pieniędzy - niech sam posmakuje tego kelnerskiego chleba i wtedy niech odpowie, czy pensja plus napiwki to godziwe wynagrodzenie:-)

Martin Zalewski pisze...

W to, że wynagrodzenie jest godziwe, raczej bym nie wątpił. Ale zajęcie się tym, co stanowi przedmiot zawiści, to jest właśnie to, co zawsze proponuję w takich sytuacjach. Zwłaszcza w tym konkretnym przypadku by się to przydało. Znajomy twierdzi bowiem, że nawet kelnerki na Oktoberfest, które dźwigają po 10 litrowych kufli na raz, nie mają cieżko...

ja katya pisze...

W sensie, że na liście obserwatorów:)

Martin Zalewski pisze...

Może Google zafundował mi darmową promocję? ;)

punktpotrójny pisze...

Ja czasem daję, czasem nie. Częściej gdy mam poczucie że warto i chcę, zdecydowanie rzadziej gdy mam czuć że powinienem bo taki zwyczaj i się utarło.
Mój znajomy był listonoszem, z końcówek rent i emerytur miał drugą, dobrą wypłatę. W garażu dwuletnia Astra, do ludzi jeździł rozpadającym się maluchem i kasował końcówki sum, kilkudziesięciozłotowe kwoty. Jakby jeździł Astrą, dostawał by zaledwie na piwo...
Tak jest też z mentalnością napiwkowców wspomnianych - nie lubią, jak komuś zaczyna robić się dobrze...

Baba ze wsi pisze...

Pewnie wybrałas sobie obserwację anonimową/prywatną - wtedy Martin nie widzi, że go poglądasz, a Ty masz aktualizacje...

Baba ze wsi pisze...

Kiedyś wygrałam w radio kolację dla dwojga w restauracji.
Nie było wyboru menu, dali coś tam z własnego wyboru, ale na koniec stanęłam właśnie przed dylematem - zostawić coś, skoro wygrana? I ile, skoro nie znam wartości tej kolacji? :D

Zazwyczaj ponadto jest to dla mnie dośc krępujące, takie końcówki, może i sumarycznie wychodzi druga pensja, ale czasem ta końcówka 10% jest naprawdę biedniutka ;)

Rafał Rudewicz pisze...

Napiwek powinien być formą podziękowania za dobrą obsługę i tak też go traktuję. Jeśli czuję, że kelner/ka się stara to nie widzę powodu by nie zostawić jakiegoś dodatku. W końcu podstawową zasadą jest dobrze żyć z osobami które serwują/gotują nasze posiłki.

Ostatnio spotkałem się z sytuacją gdzie kucharze mieli swoją "skarbonkę" na napiwki, a obsługa zbierała napiwki osobno.

Martin Zalewski pisze...

Czyli co? wychodzi na to, że Katya to podglądaczka? ;)

Martin Zalewski pisze...

W opisanym przez Ciebie przypadku bym nie dawał. Z racji tego, że żadnego wyboru dania nie dali.

Martin Zalewski pisze...

Też znam podobny przypadek z listonoszem. Jak się o nim dowiedziałem, to aż mi się przykro zrobiło i coś się we mnie zagotowało. Bo to już nie jest dostawanie pieniędzy za miłą i dobrą obsługę. To jest żerowanie na starszych osobach.

Listonosz którego ja znam był jeszcze gorszy. To był miłośnik staroci i niejeden antyk z domów emerytek powynosił. Za przyzwoleniem co prawda, ale jak babcia ma nie dać prezentu osobie, która jej co miesiąc pieniądze przynosi?

Martin Zalewski pisze...

Witam Rafale! Miło, że tu zajrzałeś. :)

Z napiwkami powinno być tak jak w większości normalnych firm z premiami. Trzeba zapracować na NIE otrzymanie premii.

Baba ze wsi pisze...

Ja tak często robiłam na blogach, które mnie zainteresowały, a jeszcze nie wiedziałam, czy zostanę na dłużej i nie chciałam się od razu odzywać :)

Julia K pisze...

Zgadzam się z Krzysztofem, milej jest dawać niż czekać na resztę. A kelnerzy, z tego co wiem, zarabiają marnie. Jakby właściciele zakładali na starcie, że napiwki od klientów są stałym elementem pensji. A jak wiadomo bywa różnie.
Praca jest ciężka, ale nie przez noszenie kufli, tylko przez konieczność kontaktu z ludźmi często bardzo upierdliwymi.

Martin Zalewski pisze...

Witam Cię serdecznie, Julio! :)

Przez wiele lat pracowałem w usługach, mając do czynienia z ludźmi. Bywali różni, to prawda. Ale upierdliwcy to jednak rzadkość. Teraz mi brakuje tego kontaktu z klientami. I to pomimo faktu, że napiwków (oficjalnie) nie dostawałem.

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 MARTIN ZALEWSKI