19:09

Smoleńsk 2010 - nie taka straszna tragedia


Właśnie mijają dwa lata od wydarzenia zwanego powszechnie "katastrofą smoleńską". Tekst znajdujący się poniżej, którego  współautorem jest mój dobry kolega Tomasz Wierzbowski, powstał dwa miesiące później, jako zaliczenie semestralne przedmiotu retoryka i erystyka. W zasadzie wystarczyłoby tylko kilka drobnych korekt, by nasza praca stała się w pełni aktualna również dzisiaj, a ten wstęp byłby zupełnie niepotrzebny. Stwierdzenie 'niestety' samo aż ciśnie się na klawiaturę...


Tymczasem zapraszamy do lektury i dzielenia się własnymi przemyśleniami.

SMOLEŃSK 2010 – NIE TAKA STRASZNA TRAGEDIA

10 kwietnia 2010 r. o godzinie 8:41 na Smoleńskim lotnisku rozbił się polski samolot prezydencki Tu-154M Lux. Na pokładzie znajdował się prezydent z małżonką, ministrowie, dowódcy wszystkich rodzajów wojsk, biskupi, posłowie, najwyżsi urzędnicy państwowi, delegaci oraz załoga. Łącznie 96 osób zginęło w katastrofie komunikacyjnej. Nie ulega wątpliwości, ze to wydarzenie, jak żadne wcześniejsze, po których ogłaszano żałobę narodową, zasługiwało na podjęcie takiej właśnie decyzji. 
Ale czy owa tragedia pozostawiła po sobie jakiekolwiek piętno w nas, w naszym codziennym życiu? Jesteśmy blisko dwa miesiące po owym wydarzeniu i teraz z czystym sumieniem odważymy się wysnuć tezę, iż nie. My Polacy widzimy siebie jako naród wybrany, głęboko wierzący i niejako przyzwyczajony do nieustannej walki i cierpień. Od czasów romantyzmu zmagamy się z wieloma problemami. Czasy zaborów, kiedy to Polaków starano się oduczyć polskości, powstania narodowe, które należą do naszych specjalności, druga wojna światowa, agresja niemiecka i rosyjska, czasy powojenne - życie podziemne, walka z komunizmem. To wszystko buduje naszą świadomość narodową. Szukamy takich wydarzeń również i teraz. No i mamy - Smoleńsk. 
Nikt nie płakał zbyt długo nad grobami ofiar, paradoksalnie potrzebna nam była ta tragedia, abyśmy znowu mogli czuć się bardziej Polakami - wspólnotą. Tragedia na pokaz? W pewnym sensie tak. My jako naród jesteśmy narcystyczni, lubimy być obiektem zainteresowania. Więc smućmy się o narodzie! Niech świat płacze przeto razem z nami! Ciekawostką jest fakt 3-dniowej żałoby narodowej w Brazylii. Zostaliśmy więc dostrzeżeni. 
Niemiecka prof. Aleida Assmann uważa, że „Polacy są zamrożeni w stereotypie ofiary i w związku z tym nie są w stanie dokonać pogłębionej refleksji nad własną przeszłością”. Tylko jak mamy dokonać tej refleksji, skoro elity, a za nimi media pogłębiają nasz narodowy kompleks, nasz mit cierpiętniczego kraju, Chrystusa narodów? Jeśli co chwila słyszy się o „przeklętym” Katyniu i o fatum, jakie nad nim ciąży, to siłą rzeczy do głosu dochodzi coś, co psychologowie nazywają koncepcją zagospodarowania trwogi. Czyli dla własnego spokoju przyjmuje się nawet najbardziej nierealne wersje wydarzeń, zamiast przyznać, że życiem często rządzi przypadek. Wygodne ale zarazem bardzo niebezpieczne. Sprzyja to bowiem możliwości zafałszowania rzeczywistości. 
Popatrzmy chociażby na obraz prezydenta Lecha Kaczyńskiego przed katastrofą i po niej. Niesamowita zmiana: wybielenie, pomnikowanie wręcz jego osoby, prezydentury. Paradoksalny pozytyw odniósł po śmieci prezydent. 
Bardzo dobrze oddał to jeden z użytkowników serwisu demotywatory.pl:

Na pokład samolotu lecącego do Smoleńska wsiadł człowiek „mały”, kłótliwy, przeciętny prezydent, „zaściankowy” i ksenofobiczny, mierny polityk. Autor słów: „spieprzaj dziadu”, „małpa w czerwonym”, „ja panią załatwię”, nie znający za to słów refrenu hymnu państwowego…

Pośmiewisko nie tylko satyryków, ale całej Europy, prezydent z rekordowo niskim poparciem społecznym…

W trumnie ze Smoleńska przywieziono „wybitnego męża stanu”, „Patriotę”, „bohatera narodowego”, „ojca narodu”, „największego Polaka”, „równego królom”… 
Po czym autor zastanawia się:

W związku z tym ja się pytam: kto podmienił ciało? 
Jest w tym sporo ironii oraz tragikomizmu, jednak znakomicie oddaje istotę rzeczy. 
W katastrofie prócz prezydenta zginęło jeszcze wiele osób, które pełniły najważniejsze funkcje w państwie. Zginęło dowództwo Polskich Sił Zbrojnych, co mogło narazić na szwank bezpieczeństwo naszego kraju. Okazało się jednak, że nasze polskie prawo z konstytucją na czele, wspaniale zdało ten jakże trudny wydawałoby się egzamin. Mechanizmy przejmowania funkcji osób, które nie mogą jej pełnić są bardzo precyzyjne. Ciągłość państwa została zachowana, bezpieczeństwo – zapewnione. Tak więc również w tym aspekcie sytuacja nie okazała się tragiczna. 
Czy pamiętamy protesty, aby Lecha Kaczyńskiego nie chować na Wawelu? Owszem, pamiętamy. Mieliśmy żałobę narodową, decyzja została podjęta szybko, więc nikt nie mógł jej zmienić. Po co w takim razie owe protesty? 
Zapewne po to, by pokazać, że nie wszyscy mają klapki na oczach i widzą, co się dzieje. O ile bowiem zapominanie o wadach prezydenta nie jest niczym szczególnie groźnym, o tyle pochówek na Wawelu to już otwarta manipulacja historią. Co ciekawe, ta nieszczęsna decyzja do dzisiaj nie ma swojego oficjalnego autora. Być może dlatego, że podjęcie jej obnażyło rzekome zjednoczenie narodu, które okazało się być iluzoryczne. 
Pochowanie Lecha Kaczyńskiego na Wawelu wielu rodaków traktowało jako atrakcję. Czy człowiek poruszony tragedią robi sobie zdjęcia z pochówku prezydenta? Pozwolę sobie tu przytoczyć inną niedawną tragedię - powódź. To wydarzenie wielu rodaków również traktuje jako okazję do „pstryknięcia” kilku zdjęć i atrakcję turystyczną. Tak na pewno nie zachowałby się człowiek, który w powodzi stracił dobytek życia, czy też najbliższych. A ci właśnie cierpią i czują tragedię w sercach. Inni nie. Podobnie sytuacja ma się w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem. 
O tym, że wydarzenie co prawda jeszcze nie tragiczne, ale mogące takim się stać, traktowane jest jak atrakcja, którą warto podziwiać przekonałem się osobiście. Kładka nad Brdą, której poziom wody niedawno niebezpiecznie się zwiększył, co spowodowało podtopienie całkiem sporej części nadbrzeża, przejęła funkcję portalu Nasza-Klasa.pl – stała się „miejscem spotkań”. Ze zdumieniem patrzyłem na ogrom ludzi, jaki się tam znajdował. Z jeszcze większym zdumieniem obserwowałem osoby, które z radosnym uśmiechem na twarzy robiły sobie zdjęcia na tle wylewającej Brdy. Zapewne po to, by po powrocie do domu wrzucić ja na Naszą-Klasę… Jak już wspomnieliśmy – podobnie było z ludźmi „oddającymi hołd” prezydentowi, a największy hołd oddawały ich aparaty fotograficzne… 
Katastrofa pod Smoleńskiem stała się również świetną inspiracją dla wszelkiego rodzaju artystów. Tworzyli oni w większości prześmiewcze utwory w których niewiele było współczucia. Pytam się więc po raz kolejny: gdzie tu tragedia? 
Czym więc jest taki obraz katastrofy smoleńskiej, jaki obecny był w mediach, gdzie za pomocą środków audiowizualnych próbowano przekonać nas o ogromnym znaczeniu tego wydarzenia, mającego niebagatelny wpływ na przyszłość naszego kraju? Było to tylko relacjonowanie rzeczywistości w której romantyczna dusza naszego narodu znowu dała o sobie znać? A może to już nie relacja, a kreacja rzeczywistości? 
Jeśli przyjmiemy pierwszą koncepcję za prawdziwą, musimy za panią prof. Mirosławą Mardy wyrazić niepokój, że nie umiemy wytworzyć języka odwołującego się do innej symboliki. „Kiedy słyszę, że ciągle wracamy do romantycznego rynsztunku, to pytam, a do czego mamy właściwie wracać? Nie ma nic innego”. Tak więc, jeśli zdarza nam się odwołać do romantyzmu, wiedzmy, że czynimy to z braku alternatywy. Miejmy jednak również świadomość, dla kogoś, kto umiłował rozum – romantyzm jest szkodliwy przez swój nieracjonalizm. Natomiast pierwszym koniecznym krokiem w kierunku uwolnienia się od niego jest świadomość mu podlegania. 
Jeżeli zaś za prawdziwą uznamy wersję w której media kreowały, a nie tylko relacjonowały to, co działo się wokół katastrofy smoleńskiej, należy zwrócić uwagę na fakt, że odwoływanie się do romantycznego ducha narodu, to oddziaływanie na uczucia. Te zaś stoją w sprzeczności z rozumem. Należy więc poważne zastanowić się nad celowością takich, a nie innych zabiegów. Zwłaszcza w perspektywie zbliżających się wyborów prezydenckich, których katastrofa smoleńska jest nie tylko bezpośrednią przyczyną, ale też istotnym narzędziem w kampanii. 
Może i rację miał Jacek Kurski, że ciemny lud wszystko kupi. My jednak, tworzący środowisko akademickie, ciemnym ludem nie jesteśmy. Prawda? ;)



19 komentarzy:

Baba ze wsi pisze...

A były jakieś badania, ilu z tych odzianych w romantyczny rynsztunek uczuciowców też swego czasu tworzyło środowisko akademickie? Śmiem mniemać, że spora część i studia nie koniecznie świadczą o zdolności posługiwania się rozumem, zwłaszcza w kwestiach politycznych ;)

Drobna moja kpinka, bowiem do samej końcówki czytałam z prawdziwym zainteresowaniem.

Martin Zalewski pisze...

Pragnę tylko przypomnieć, że pierwotnie był to tekst na zaliczenie retoryki i erystyki, stąd obecność w nim pewnych figur. :)

owca pisze...

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że autor pisząc o tej naszej „romantycznej duszy” sam dał się nieco ponieść ;) Bo jeśli za „otwartą manipulację historią” uznajemy zjawisko ni to rzadkie, ni wyjątkowe, tyczące się tak samo prezydenta jak i pierwszej z brzegu celebrytki… Raz, że wynoszenie na piedestały zmarłych osób publicznych/znanych jest normą. Dwa, ludzie mają to do siebie, że lubią od czasu do czasu ponosić sobie fałszywą żałobę i bynajmniej nie jest to żadna tam cecha narodowa.
Media sobie, ludzie sobie. Może i portale informacyjne ubolewały nad „chwalebną śmiercią męża stanu” (sic!) ale komentarze pod artykułami to zupełnie inna bajka, nie przypominam sobie jakiejś szczególnej żałoby wśród internautów czy znajomych. Dziennikarze kreowali sobie bohatera, ale nie wydaje mi się, żeby odniosło to jakikolwiek skutek. Najczęstsza reakcja? Prychnięcie.
A że ideały romantyczne wpaja nam się z zacięciem godnym lepszej sprawy… to fakt, niestety wieszcz narodowy musi być, koniec, kropka. Dość śmieszna sprawa, kiedy sami poloniści odnośnie romantyzmu wzruszają ramionami i twierdzą, że „sensu się tu nie doszukasz” i na tym koniec tematu.
Za to sam tytuł mnie nieco zniesmaczył – nie taka znowu straszna tragedia? Pal sześć kto był na pokładzie. Śmierć setki osób JEST tragedią i według mnie nie podlega to dyskusji. Ale być może jestem naiwna.

Martin Zalewski pisze...

Z całym szacunkiem, ale chyba należałoby trochę nad czytaniem ze zrozumieniem popracować.
Po pierwsze - nie autor, a autorzy, co zostało już na samym wstępie wyraźnie podkreślone.
Po drugie - celebrytów nie chowa się na Wawelu, a tego dotyczyła wzmianka o manipulacji historią. Nie chodziło zaś o samo wybielanie i wyolbrzymianie zasług zmarłych.
Po trzecie - ludzie mają to do siebie, że lubią od czasu do czasu ponosić sobie fałszywą żałobę"? Że co? Lubowanie się w żałobach uważam ca co najmniej niezdrowe. Tym bardziej w fałszywych żałobach. Nikt też nie stwierdził, że to nasza cecha narodowa. Co najwyżej, że zbyt często i zbyt pochopnie ustanawia się w Polsce żałoby narodowe.
Po czwarte - nie przypominasz sobie jakiejś szczególnej żałoby wśród internautów czy znajomych. Nie dziwię się i nie przeczę. Ale zwróć uwagę na dwa bardzo ważne słowa: "internauci" i "znajomi". Ktoś jednak uwierzył w to, co przedstawiały media, a w skrajnych przypadkach - nie wierzył w nic, co przedstawiały media. Takich 'ktosi' było i (o zgrozo!) nadal jest sporo! Bo nie do końca jest tak, że media sobie, a czytelnik sobie...
Po piąte - w tekście nie sprzeciwiamy się autentycznemu przeżywaniu żałoby. Sprzeciwiamy się natomiast wykorzystywaniu jej i towarzyszących jej uczuć i nastrojów do perfidnej gry politycznej.
Po szóste - żaden z nas nigdzie nie napisał, że to co się stało pod Smoleńskiem to nie jest tragedia! Co więcej, otwarcie i wprost stwierdziliśmy, że "to wydarzenie, jak żadne wcześniejsze, po których ogłaszano żałobę narodową, zasługiwało na podjęcie takiej właśnie decyzji". Osobiście uważam, i myślę, że mój kolega z którym powyższy tekst napisałem, się ze mną zgodzi, że nawet utrata jednego życia to tragedia. Wysuwasz więc dziwne wnioski, na poparcie których nie masz choćby najmniejszego dowodu.
Zwracaj proszę większą uwagę na słowa, tworzone z nich wyrażenia i ich znaczenia. Bo pomiędzy stwierdzeniem "to nie tragedia", a "to nie taka straszna tragedia", jest ogromna przepaść znaczeniowa.
Pozdrawiam :)

owca pisze...

O, pardon, mój błąd, autorzy.
Tak czy owak, trudno mi zgodzić się z opinią, że pochówek na Wawelu to manipulacja historią. Chociaż "oficjalnego autora" nie ma, jak piszecie w tekście, to nie jest żadną tajemnicą, kto za podjęcie decyzji odpowiada. "Zjednoczenie narodu okazało się być iluzoryczne" - trudno w ogóle mówić o zjednoczeniu narodu w kontekście decyzji podejmowanej przez dwie osoby bez jakiejkolwiek dyskusji publicznej i przede wszystkim bez aprobaty ze strony społeczeństwa. A historia to też nie suche fakty i nie mogę wyobrazić sobie, by pochówek w tym, czy innym miejscu zaważył na ocenie samej postaci.
Lubowanie się w żałobach uważasz za niezdrowe. No ok, ja też. Nie da się jednak nie zauważyć, że zaskakująco dużo osób ma do tego skłonność. Wystarczy by X umarł i jeszcze tego samego dnia popularność X wzrasta o 100%.
Media sobie, odbiorca sobie... to chyba dość trudno rozstrzygnąć. Nigdy nie spotkałam się z osobnikiem, który w ciemno przyjmowałby wszystkie sensacje, o których szumią media. Ale zapewne i tacy akrobaci się znajdą.
A co do "po szóstego" może należałoby skorzystać z własnej rady ;) Odniosłam się do tytułu, nie treści. Rozumiem, że tego typu tekst rządzi się własnymi prawami, tytuł musi przyciągać uwagę odbiorców i wsio w tym temacie. Natomiast nie jestem pewna czy nazywanie katastrofy w Smoleńsku "nie taką straszną tragedią" jest najlepszą metodą na pozyskanie czytelnika.
Pozdrawiam ;)

Martin Zalewski pisze...

Pisząc o iluzorycznym zjednoczeniu narodu nie odnosiliśmy się przecież do pochówku na Wawelu, bo to właśnie on ujawnił pozorność zjednoczenia, które polegało między innymi na tym, że nawet ci, co nie przepadali za tymi, co zginęli, powstrzymywali się od dalszego wyśmiewania ich wad, a czasem wręcz oddawali im wspólnie cześć. Miejsce pochówku nie traktujemy jako czynnik spajający, jak zdajesz się sugerować, ale wręcz jako demaskujący jego pozorność i powierzchowność. Póki zaś żyją "świadkowie" tamtego wydarzenia i prezydentury Lecha Kaczyńskiego, wszyscy będziemy wiedzieli, ze pochowany jest co prawda na Wawelu, ale... Z czasem jednak to 'ale' zaniknie...
Jeśli zaś chodzi o wzrost popularności zmarłych, to myślę, że mamy tu do czynienia bardziej z chęcią/potrzebą załapania się do mainstreamu, niż lubowanie się w żałobie. Gdyby ci wszyscy 'fani' wiedzieli, że bycie czyimś fanem jest fajne, to raczej nie czekaliby na śmierć 'idola'.
Co do tytułu - też tylko do niego się odnosiłem, pokazując przy okazji, że jest on całkowicie zgodny z treścią. Siła tego tytułu polega na tym, że dla wielu jest on szokujący (czasem wręcz zniesmacza) właśnie dlatego, że osoby te nie rozumieją jego znaczenia, przypisując mu własne. :D

owca pisze...

Właśnie to "ale" nie zniknie, bo jak wspomniałam wcześniej, historia nie jest ciągiem suchych dat i faktów i żaden historyk - a przynajmniej żaden dobry historyk - nie ograniczyłby się do stwierdzenia, że dnia tego a tego na Wawelu pochowany został prezydent, koniec, kropka. Trudno puścić w niepamięć wzburzenie, jakie ten pochówek wywołał, nie wspominając już o protestach. Nie możesz mówić o danym wydarzeniu nie wspominając przy tym o okolicznościach czy tle społeczno-politycznym.
Oczywiście, że chodzi o załapanie się do mainstreamu, dlatego też napisałam o "fałszywej żałobie".
A ten nieszczęsny tytuł... cóż, dość pokrętne rozumowanie ;)

Martin Zalewski pisze...

Mam nadzieję, że masz rację z tym 'ale'... :)

TheAër pisze...

Cóż, momentami obawiam się, że ludzie o takich rzeczach zapominają... Idą wg biblijnego stwierdzenia, że "dobre drzewo rodzi dobre owoce" zapominając, że drzewo rodzi owoce co roku. Jako przykład podam Tow. Ob. W. I. "Lenina" Uljanowa, którego dojście do władzy wg wielu było rewolucją wspomaganą oddolnie, takie same twierdzenia padają też w kontekście Wodza Narodu, Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego... Jeśli konkretny autor czegoś jest nieznany lub zapomniany, z reguły uznaje się to za akcję oddolną, prawdopodobnie tak samo będzie z pochówkiem Pana Prezydenta, który może nawet nie życzyłby sobie być tam pochowanym?

PSWwszystkie informacje znajdują się nawet na Wikipedii, nie będę ich podawał...

Martin Zalewski pisze...

A ja bym się cieszył, a nie obawiał, gdyby się okazało, że o tym by zapomniano. Skoro nie wiadomo nawet czy pan prezydent (tak - celowo z małych liter, gdyż nie widzę powodu by rozpoczynać te wyrazy z wielkimi literami) życzyłby sobie takiego miejsca pochówku, to tym bardziej decydenci powinni się poważnie zastanowić. Podobną przykrość uczyniono pośmiertnie księdzu Twardowskiemu, nie szanując jego woli co do miejsca spoczynku jego ciała.

Tak swoją drogą TheAër, obawiasz się zapomnienia, które i u Ciebie już chyba nastąpiło. Zapomniałeś, że pod Wawelem leży para prezydencka, a nie tylko męska jej część?

PS Jakie "wszystkie informacje"?

Krzysiek pisze...

Czytając to mam wrażenie że bardzo niepokoją Ciebie ludzie przeżywający tragedię Smoleńską. Skąd ten niepokój? Czy przypadkiem nie należysz może do Polski Tuska która boi się Polski Kaczńskiego? Jeśli tak - napisz to wprost. Zamiast stosować zawiłe rozumowania o wyższości rozumu nad uczuciami. Jeśli już jesteśmy przy rozumie - czy nie niepokoi Ciebie sytuacja w której Państwo Polskie nie jest w stanie rozwikłać przyczyn katastrofy Smoleńskiej przez 2 lata?
Nigdzie nie widzę tego aspektu w Twoim tekście - i znowu wracam - może należysz do Polski Tuska i wszystko co na niekorzyść tej Polski - wszystko to staje się niewygodnym tematem?

Martin Zalewski pisze...

Nie niepokoją mnie ludzie przeżywający "tragedię" Smoleńską. I nie ma żadnych podstaw ku temu, by twierdzić inaczej. Skąd w ogóle takie wnioski?

Niepokoi mnie za to, a czasem i śmieszy (w proporcjach zależnych od konkretnego przypadku) ludzka głupota, naiwność, chamstwo i obłuda. Takie też przywary wytknięte zostały w tekście.

No i przypominam po raz kolejny, że nie tylko ja jestem autorem omawianej treści...

A o preferencjach politycznych w tekście nic nie ma i nie będzie. Nie one bowiem są przedmiotem rozważań. Wszelkie próby przyklejenia nam (autorom) jakiejkolwiek łatki partyjnej są czystą nadinterpretacją.

trockey pisze...

Ale tezy tekstu trącą obsurdem - np. rzekoma zmiana obrazu Kaczyńskiego w mediach?
Ale których? Tych przyjaznych Kaczyńskiemu? No nie. Tych nieprzyjazne np. TVN i Polsat? Nie bardzo - one po prostu zamilkły - nie wypadało.

Jakaś zmiana rzeczywiście miała miejsce, ale nie dokonana przez media lecz przez “ujadaczy” (po prostu przed katastrofą ujadanie było ogromne (polecam youtube dla przypomnienia, kto to robił i gdzie), a po niej - umilkło. W tej ciszy doszła do głosu zagłuszona wcześniej Polska sprzyjająca Kaczyńskiemu.
Proste?
Do tych co zmienili postawę należał np. Komorowski który przeprosił za padające wcześniej słowa. Tylko dla mnie to takt Komorowskiego a nie obłuda.

Że takie zdarzenia budują świadomość narodową? To dobrze - podobnie było w USA 9/11 - czy zarzuciłbym Amerykanom poczucia świadomości? Raczej gratulował.
No chyba że nie znosi się tej świadomości - a to inna sprawa i trzeba pisać o tym wprost.

Dalej - teza że ludzie za długo nie płakali albo wymysł że się fotografowali - to dopiero absurd! :)

Tekst mi przypomina agitkę jak za PRL - tekst chce umniejszyć katastrofę a równocześnie - paradoksalnie - do granic możliwości stara się zrobi tragedię z poczucia świadomości narodowej czy pochówku na Wawelu - a jakie to ma znaczenie? Ta teza właśnie trąci obłudą.
Podsumowując - tezy dobrane jak przez kogoś kto w tym dwubiegunowym amoku jest po jednej stronie barykady - po stronie Polski Tuska - i tworzy tezy na zasadzie - im bardziej dowalę „wrogowi” tym lepiej.

Normalnie bym nie napisał tego tekstu tylko od kilku mdli mnie gdy słyszę ludzi w amoku - na fakt że podwyższono podatki? “a Rydzyk powiedział”, nie zbudowano sprawy katastrofy Smoleńskiej? “A Kaczyński jest niski”. Autostrady pękają? Radio Maryja... - to są opary absurdu które zasłaniają to co dzieje się istotnego w kraju. A że ludzie budujący takie zawijasy nazywają siebie „wykształconymi z miasta”…

Martin Zalewski pisze...

Uwielbiam sytuacje w których ktoś sam stosuje to, co próbuje wytknąć innym. Niesamowicie poprawia mi to nastrój.

I nawet nie chce mi się kolejny raz prosić o nie upolitycznianie tego tekstu. Wszystko co wspólnie z kolegą w nim napisaliśmy, uważamy za w 100% prawdziwe. A na zarzuty argumentowane tylko stwierdzeniem "absurd", można zrobić tylko jedno - facepalm...

trockey pisze...

Rozumiem że napisaliście 100% prawdy z którą się nie dyskutuje. Co tu dodać - to mi w zupełności starczy za odpowiedź!

Martin Zalewski pisze...

Czym innym jest dyskusja oparta na wymianie argumentów, a czym innym twierdzenie, że argumenty "oponenta" są nieprawdziwe, bez udowodnienia tej rzekomej nieprawdziwości.
Całkowicie pozbawiona jest sensu zabawa w przekrzykiwanie, na poziomie:
- Moje doświadczenie pokazuje, że jest (było) tak i tak.
- A wcale, że nie, bo kłamiesz!

Dlatego też moja dyskusja z tobą zakończyła się już po pierwszym twoim wpisie...

trockey pisze...

Dlatego Martinie - pytałem już konkretnie: które media/ludzie/programy najpierw pokazywały Kaczyńskiego jako kogoś mściwego a potem zminiły zdanie go pomnikowały? Których to mediów spisek i hipokryzja?
Proszę o jakieś dowody że wielu ludzi traktowali pochówek na Wawelu jako atrakcję? Albo że "Nikt nie płakał zbyt długo nad grobami ofiar"? Czy mogę prosić o jakieś przykłady? Co to w ogóle znaczy odpowiednio długo i ile powinno się płakać? Samo porównywanie do zachowania ludzi przy wylaniu jakiejś rzeki - to wydaje mi się absudralne - dlatego proszę o jakieś argumenty, statystyki, przykłady na poparcie tez.
Mam zresztą zupełnie inne wrażenie - że Ty i kolega, sami nie potraficie obserwaować rzeczywistości i sami nieświadomie poddajecie się złudzeniu kreowanymi przez media. Więc mamy rzekomy spisek mediów które rzekomo probowały coś kreować - aż chce się zapytać "Jakie siły za tym stoją?" :)

Martin Zalewski pisze...

Siły nieczyste z Harrym Potterem na czele za tym stoją!
Teraz już widzę, że coś się dzieje!

I tyle mam do powiedzenia na ten temat.

A teraz idę pograć w Diabolo.

Anonimowy pisze...

Minęły już 2 lata od opisywanej tragedii. Jako współautor tekstu odpowiem, że nie chce się, przynajmniej mi, wracać do naszych źródeł i obiektów przemyśleń. Motywuję to zwyczajnym brakiem czasu i być może ignorancją, na którą pozwala wirtualny świat.
Ostatnimi czasy prokuratura na warszawskiej Pradze umorzyła zarzuty wobec administracji organizującej lot. Premier Donald Tusk zarzekał się, że od początku była omawiana tylko opcja transportu aparatu władzy "na dwa razy". W toku śledztwa wyszło zupełnie co innego. Antoni Macierewicz i jego astronomiczne pomysły z "zamglaniem obszaru przez rosjan" nadają sprawie komizmu, ale moim zdaniem dobrze, że ktoś odważył się coś takiego powiedzieć.
Wertując ostatni numer "Uważam Rze" wyprany z wszelkiego rozumu człowiek może zacząć doszukiwać się we wszystkim winy "złego Donalda". Czy było tak w rzeczy samej? Czy opublikowane na platformie YouTube śmiechy Tuska i prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, przed lądowaniem samolotu z trumnami ofiar katastrofy, zarejestrowane przez niezawodne kamery telewizji Trwam to manipulacja?
Z drugiej strony PiS opierał w dużej mierze swoją strategię "ściągania" wyborców na wypadku pod Smoleńskiem. Czy to godziwe zachowanie? Proszę nie zaprzeczać, że tak nie było, bo tylko naiwni maniacy znający wyłącznie "jedną stronę mocy" mogą w coś takiego wierzyć. Czy cała szopka z krzyżem i "obroną polskości" posunięta do groteskowości także została już zapomniana?
Zapraszamy do merytorycznej "odświeżonej" dyskusji, przedstawiając przykładowe argumenty z dwóch stron "frontu".

Pozdrawiam Tomasz Wierzbowski.

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 MARTIN ZALEWSKI