23:58

Rodzice wszystkich dzieci - łączcie się!


Do tej pory byłem przekonany, że rodzic rodzica zrozumie. Od samego początku, kiedy to chodziłem dumny po korytarzach kliniki z kilkugodzinnym dzieciątkiem, i pozdrawialiśmy się nawzajem z innymi, radosnym i szczerym Glückwunsch, gratulując sobie zostania dumnymi rodzicami. Aż po niedawną podróż pociągiem, którą córeczka znosiła dość ciężko, co sprawiało, że mogła być naprawdę uciążliwa dla innych pasażerów. Nikt jednak nie protestował! A jeśli już ktoś zdecydował się na komentarz, to zawsze mówił coś w stylu: "Wiem jak to jest - sam mam dzieci".

Czyli pełne zrozumienie i swego rodzaju solidarność rodzicielska. Aż do teraz...

Wiosna w tym roku za bardzo nas nie rozpieszcza. Staramy się więc wykorzystywać każdy moment ładnej pogody, by wyjść z córką na spacer. Zwłaszcza, że jest aktualnie na etapie samodzielnego spacerowania, co wyraźnie sprawia jej ogromną frajdę. Tak więc gdy tylko pomiędzy deszczowymi dniami pojawił się taki, który można było spędzić na świeżym powietrzu, całą rodziną skorzystaliśmy z okazji.

Wybraliśmy miejsce znajdujące się niedaleko naszego osiedla, za to pełne atrakcji. Nie zdziwiło nas zatem, że nie byliśmy jedynymi, którzy postanowili tam właśnie spędzić słoneczne popołudnie. Sztuczny zbiornik wodny z wysepkami pełnymi ptaków, otoczony promenadą i lasami. Dodatkowo - siłownia dla dorosłych oraz ogrodzony plac zabaw dla dzieci. I właśnie to ostatnie stało się sceną na której rozegrało się coś, co zbulwersowało mnie tak mocno, że aż postanowiłem się z Wami tym podzielić.

Po spacerze chcieliśmy udać się jeszcze na ten plac zabaw. Widzieliśmy bowiem, że jest tam huśtawka. A ponieważ córka jeszcze korzystać z takiej atrakcji nie miała okazji, chcieliśmy zafundować jej nowe doświadczenie. W końcu to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie można dać kilkunastomiesięcznemu dziecku.

Jak postanowiliśmy, tak uczyniliśmy. Po dotarciu na miejsce okazało się, że huśtawki są co prawda dwie, ale tylko jedna przystosowana jest do mniejszych dzieci. W dodatku właśnie akurat ta była zajęta. Ale nie zraziliśmy się tym. Sądziliśmy bowiem, że dziewczynka, która była właśnie bujana przez swoich rodziców, pobawi się trochę, po czym przyjdzie nasza kolej. Szybko okazało się jednak, jak bardzo byliśmy naiwni...

Dziecko na huśtawce było już kilkuletnie i całkiem bystre. To drugie wywnioskowaliśmy po tym, że gdy tylko pojawiliśmy się w pobliżu huśtawki, od razu wiedziała w jakim celu tam jesteśmy, co skomentowała w sposób następujący, zwracając się do rodziców: Ja nie ustąpię!

I co na to jej rodzice? Odpowiedzieli: Pobujasz się trochę, a potem ustąpimy miejsca dziewczynce. Żeby też mogła się pobujać. Bo to huśtawka dla wszystkich. Oczywiste, prawda? A właśnie, że g...o prawda! Tak naprawdę powiedzieli z uśmiechem zadowolenia na twarzy: Nie ustąpisz?

I tyle. Zero zrozumienia. Zero solidarności. Zero pokazania dziecku, że place zabaw są dobrem wspólnym, z którego każdy ma takie samo prawo korzystać. Zero nauki empatii. Nic! Zamiast tego - nieskrywana duma rodziców. Nie wiem właściwie z czego. Z tego jak bardzo cwana i nieustępliwa jest ich córka? Z tego, jak potrafi zadbać o swój interes? Czy może po prostu z tego, że dzięki takiej a nie innej postawie ich dziecka, to oni nie muszą ustępować innym rodzicom?

Naprawdę nie wiem co ich motywowało i czym się kierowali. Nie wiem też, jaką mieli korzyść z takiej postawy. Wiem jednak, że z pewnością nie było to wychowawcze dla ich córki. Za to naszą pozbawili w ten sposób frajdy i nowego doświadczenia.

Oczywiście, nie mieli prawa wiedzieć, że miał to być pierwszy kontakt naszej córki z huśtawką. A my im tego nie uświadomiliśmy. Nie zmienia to jednak faktu, że ich postawa była według mnie chamska i bezczelna. To było po prostu wstrętne. Wiedzieli po co tam jesteśmy, a ich zachowanie było w pełni świadome. Z każdą mijającą sekundą widać było na ich obliczach coraz większą dumę z tego, co się dzieje.

W końcu stało się to tak nieznośne, że po prostu odpuściliśmy. Nie było bowiem żadnych podstaw do tego, by przypuszczać, że nasza interwencja mogłaby przynieść jakiś pozytywny efekt. A nawet jeśli jakimś cudem odpuściliby, to nie chcieliśmy narażać naszej córki na nieprzyjemne sceny. Zależy nam na tym, żeby huśtawka kojarzyła się jej z radosną zabawą, a nie chamstwem i sprzeczkami...

Na huśtawkę dla córki będzie jeszcze niejedna okazja. Mam jednak nadzieję, że na spotkanie z tak antysocjalnymi rodzicami, okazji nie będzie już żadnej. Bo czyż nie jest korzystnym zarówno dla nas, rodziców, jak i dla naszych dzieci, byśmy się razem wspierali i pomagali sobie w uszczęśliwianiu naszych pociech?

Pokazywanie dziecku, że własne zachcianki są najważniejsze, i nie trzeba przy ich zaspokajaniu oglądać się na pragnienia innych, to raczej nie jest najlepszy sposób na naukę relacji międzyludzkich...

Wszyscy chcemy, jako rodzice, by nasze dzieci były szczęśliwe. To nasze zadanie. Nasz obowiązek. Pamiętajmy jednak, że nie musimy ze sobą o to szczęście rywalizować. Bo nie tylko starczy go dla wszystkich, ale też wspólnie łatwiej i przyjemniej będzie nam je osiągnąć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 MARTIN ZALEWSKI