15:54

Gegen ACTA in München


Największa niemiecka demonstracja przeciw ACTA odbyła się w Monachium, gromadząc ponad 16000 przeciwników kontrowersyjnego prawa.

W Polsce "ten, który się nie ugnie" na dzień przed drugą falą protestów przeciw ACTA oświadczył, że "zawiesza ratyfikację tego porozumienia". W Niemczech ci, który mieli "problemy formalne", stanowiące przeszkodę w podpisaniu dokumentu 26 stycznia, oświadczyli, że ACTA póki co nie mają zamiaru podpisywać w ogóle. Również na dzień przed planowanymi protestami. W obu przypadkach jednak demonstracje się odbyły. W obu też przypadkach demonstrującym chodziło o to samo - działanie rządu w ukryciu, chęć przyznania korporacjom prawa równego prawom sądowym i policyjnym, umożliwienie cenzury i ograniczenia w Internecie wolności pod pretekstem walki z piractwem.

Wszyscy to znamy, wszyscy też wiemy o co chodzi, jak również każdy z nas, nawet jeśli bardzo się przed tym bronił, wyrobił sobie opinię na temat ACTA. Ograniczę się więc do relacji w postaci materiału filmowego i zdjęć.




























6 komentarzy:

FoxyBeard pisze...

Szczerze powiem, że słysząc początkowe krzyki przemawiającego i jednocześnie patrząc na tłum Niemców, przeszły mnie ciarki po plecach. To przez ostatni seans filmu "Hitler: Narodziny Zła". Takie krzyki w języku niemieckim w tej chwili kojarzą mi się tylko z jednym :)

A demonstracja co by nie mówić - zacna. Szczególnie serce rośnie, gdy widać na transparentach te wszystkie mordy, znane powszechnie z Kwejków, Demotów i innych tego rodzaju portali :)

owca pisze...

Okazja nie za fajna, ale dobrze wiedzieć, że jak trzeba, ludzie potrafią wyjść na ulicę. Szkoda tylko, że u nas pozostaje to raczej bez echa. A transparenty rzeczywiście robione z polotem.
Co do ACTA - chociaż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ludzie zbyt demonizują, to jestem przeciw, już sam proces wprowadzania w życie budzi zbyt wiele wątpliwości. Zresztą wydaje mi się - i mam nadzieję, że się nie mylę - że prędzej czy później cała sprawa rozejdzie się po kościach. Zamknięcie Megaupload było powtórką z rozrywki sprzed kilkunastu lat, kiedy to zamykano Napstera. Jeden serwis zdechł, a w międzyczasie powstało tysiące podobnych bez realnego właściciela. Hulają do dzisiaj i nikt z nimi nie walczy - bo też z kim? A piractwo nielegalne było zawsze i zawsze z nim walczono, w teorii. Tyle że wiadomo, jak egzekwowanie tego prawa wyglądało.
Pozdrawiam.

Martin Zalewski pisze...

Osobiście w ACTA widzę dwa pozytywy. Tak, nie mylą was oczy - widzę w tym ustrojstwie dobre rzeczy. Choć właściwie nie sama umowa, co wydane przez nią owoce są dobre. Po pierwsze - mobilizacja młodych ludzi, którzy uważani byli za takich, którym nic się nie chce, a tym bardziej angażować się w sprawy polityczne. Dziwne co prawda, że nie zmobilizowały ich nieciekawe warunki bytowe i raczej brak perspektyw na lepszą przyszłość, ale co ja tam mogę mówić, skoro sam się spakowałem i wyjechałem do innego kraju, zamiast organizować jakiś protest.
Drugi owoc jest jeszcze niedojrzały, ba dopiero kiełkować zaczyna, ale warunki do wzrostu zdaje się mieć dość dobre. Mam tu na myśli możliwość weryfikacji tego, czym jest własność intelektualna, a zatem i piractwo. Oby tylko dyskusja na ten temat rzeczywiście dyskusją była...

owca pisze...

Oj, coś mi się wydaje, że jakakolwiek dyskusja jest tu raczej marzeniem ściętej głowy. Miłościwie nam rządzący unikają jakiejkolwiek konfrontacji i co tu dużo mówić - traktują jak bandę nierozgarniętych baranków. Tak przynajmniej odbieram fakt, że nie postarano się choćby o zachowanie pozorów, że faktycznie o poszanowanie własności intelektualnej chodzi...

Ania pisze...

możliwe :)
Jeśli chodzi o książki - jestem niereformowalną, papierową purystką

Martin Zalewski pisze...

Aniu, dlaczego na komentarz do Twojego posta odpowiadasz pod moim postem, który jest z zupełnie innej bajki? ;)

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 MARTIN ZALEWSKI